Projektant placów zabaw na festiwalu dizajnu

festiwal dizajnu

Dziś trochę nietypowy artykuł, a to dlatego, że w miniony piątek (6.10.2017) byliśmy na Łódź Design Festival. I bardzo chciałam się podzielić z Wami wrażeniami. Ten post możnaby więc zaliczyć do serii „projektowanie od kuchni”.

Co inspiruje architekta?

Co może wynieść architekt krajobrazu z festiwalu dizajnu? To pytanie jest ze wszech miar głupie. Po pierwsze dlatego, że projektowanie krajobrazu i projektowanie przedmiotów to mimo wszystko pokrewne dziedziny. Odległe, ale pokrewne. Po drugie – dobry architekt szuka inspiracji wszędzie.

W tym roku przeprowadziłam akcję rekrutacyjną. Szukaliśmy nowych współpracowników. A dokładniej mówiąc – wirtualnych asystentów projektanta. Wirtualnych, bo każdy mieszka w swoim mieście, pracuje w swoim domu, ulubionej kawiarni lub w pobliskim coworkingu, a kontaktujemy się przez Internet. Nie jest to typowa forma współpracy w tym zawodzie, dlatego sama rekrutacja również nie była standardowa. Poprosiłam zainteresowane osoby o wypełnienie ankiety. A teraz zgadnij, ile dostałam odpowiedzi! Sama spodziewałam się 20, góra 30. Ogłoszenie zamieściłam tylko na naszych profilach na Facebooku i Instagramie. Przyszło 115 zgłoszeń! Ok, nie mogłam się powstrzymać, żeby się nie pochwalić. Więcej o przebiegu rekrutacji oraz kilka porad dla osób szukających pracy lub pracowników w tej branży znajdziesz w artykule, który ukaże się w „Zieleni Miejskiej”. Artykuł wyszedł dość długi, więc pierwsza część będzie w październiku, a druga w listopadzie (2017).

Ale piszę o tym dlatego, ponieważ jednym z pytań w ankiecie było właśnie to – gdzie szukasz inspiracji? Wychodzę z założenia, że architekt, który chodzi tylko na wystawy architektoniczne, czyta książki o architekturze i interesuje się współczesną architekturą – będzie robił dobre projekty architektoniczne. Ale czy zaprojektuje Kosmiczne Kręgi Zabaw? Albo plac zabaw inspirowany królestwem grzybów, Karkonoszami czy pszczelarstwem? W tym zawodzie podstawą jest otwarty umysł i ciekawość świata.

Co inspiruje projektanta placów zabaw?

Wracając więc do pytania z początku artykułu – jestem przekonana, że każdy projektant może wynieść z Łódź Design Festival coś dla siebie, ale dla mnie, dla nas, projektantów placów zabaw, na szczególną uwagę zasłużyła jedna wystawa.

Została wyprodukowana przez Vitra Design Museum we współpracy z les Champs Libres w Rennes. Nosi zachęcający tytuł „Miejskie marzenia” (Rêveries Urbaines). Równie zachęcające są nazwiska kuratorów, a dokładniej mówiąc jedno nazwisko – Bouroullec. Bracia, Ronan i Erwan, na co dzień współpracują z Vitrą. Tym razem skupili się na przestrzeni miejskiej. Jednak ich propozycje daleko wykraczają poza to, czego moglibyśmy się spodziewać po projektantach mebli. Nie jest to kolekcja ławek parkowych czy latarni. To pomysły na zaaranżowanie całych placów. skwerów i woonerfów. Projekty nie odnoszą się jednak do konkretnych przestrzeni. Są czymś w rodzaju katalogu możliwości. Studium nowych form miejskich. Wszystkie pomysły zostały przedstawione w postaci prostych i pięknych w swej prostocie makiet. Niektóre wydają się banalne do wprowadzenia, inne nierealne. Myślę, że nie chodziło tu o realność, choć na pewno każdy z tych pomysłów może zostać wdrożony za mniejsze lub większe pieniądze. Ale tu chodzi o coś innego. To nie są gotowce do wykorzystania. To zachęta do zmiany sposobu myślenia o przestrzeni miejskiej.

Na stronie festiwalu czytamy, że
Te spontanicznie opracowane projekty podkreślają potrzebę wprowadzania z powrotem do miast naturalnych form: roślin, zwierząt, wody i ognia. Koncepcja większości pomysłów jest zakorzeniona w tym, jak natura oddziałuje na miasto. Scenariusze biorą pod uwagę miejskie funkcje i sugerują nowy kierunek relacji pomiędzy budynkami, typem chodników, umiejscowieniem fontann, sadzeniem dżungli: to wszystkie ludzkie przemyślenia, dzięki którym miasto staje się obiektem zachwytu.

Dobra, tyle teorii. A co tak naprawdę mnie pociąga w tej wystawie?

Co mnie inspiruje?

Po pierwsze makiety. Ok, to może powinno być na końcu, ale trzeba przyznać, że cała wystawa robi wrażenie. Mogłabym się długo zachwycać używając takich słów jak minimalizm, czysta forma, esencja itd. Po drugie pomysły. Gotowe do wykorzystania, choć oczywiście nie w przełożeniu 1:1. Oto wybrane:

  • Liany, czyli pnącza rozpostarte na słupach latarni i linach rozciągniętych między nimi;
  • Kołowrotki, czyli obrotowe platformy, rodzaj karuzeli. To akurat już wymyślono – świetny przykład to Los Trompos zaprojektowane przez Héctora Esrawe i Ignacio Cadena;
  • Kryjówki i skały, czyli głazy do wspinania, altana do schowania i jeszcze drzewo po środku, nic dodać, nic ująć.
  • Strumień – tu chyba komentarz jest zbędny;
  • Jasny namiot, czyli maszty przypominające namioty cyrkowe, połączone świecącą girlandą. Zaczątek tego pomysłu wprowadziliśmy w projekcie Wiślanego placu zabaw w Warszawie;
  • Dachy i skrzynie – na placach zabaw powinny znaleźć się zadaszone fragmenty. Byle nie wyglądały jak słynny plac zabaw w Radzyniu Podlaskim.

festiwalu dizajnu

festiwal dizajnu

festiwal dizajnu

festiwal dizajnu

festiwal dizajnu

To nie tak, że nic poza tą wystawą „Miejskie marzenia” nie było wartego zobaczenia. Po prostu uznałam, że ta wystawa zasłużyła na osobny tekst. Ale żeby oddać sprawiedliwość organizatorom innych cennych wystaw muszę wspomnieć o:

To w sumie całkiem niezłe podsumowanie moich zainteresowań: projektowanie uniwersalne, zabawki i las.

festiwal dizajnu

festiwal dizajnu

festiwal dizajnu

Zdjęcia: Michał Rokita i Anna Komorowska | pracownia k.