NER

ner

Naturerfahrungsraum to tradycyjny niemiecki zlepieniec, który oznacza przestrzeń (Raum) do doświadczania (Erfahrung) natury (Nature). W skrócie NER. Niemcy lubią skróty. Na uniwersytet mówią Uni, na abonament Abo. No i są też NERy.

Berlin

O idei naturalnych placów zabaw po raz pierwszy usłyszałam przebywając na stypendium w Kaiserslautern. Naturalny plac zabaw w Berlinie, który widziałam wiele lat temu, zmienił moje podejście do projektowania i przyczynił się do tego, że robię to co robię. Od ponad 10 lat projektuję naturalne place zabaw. Napisałam książkę na ten temat. I jakiś miesiąc po jej wydaniu pojechałam do Berlina.

Podczas tej wizyty odkryliśmy, zupełnie przypadkiem, niezwykłe miejsce. Niby plac zabaw, bo ogrodzeny i z regulaminem. A wewnątrz ziemne pagórki, głazy, wielkie badyle do przenoszenia i dużo roślin (zdjęcia znajdziesz z naszym fotoreportażu). Tego samego dnia odkryliśmy kolejne takie miejsce, na którym było jeszcze mniej – kawałek lasku z wielkim drzewem do wspinania. Też podpisane jako NER. Podczas tej wizyty oglądaliśmy jeszcze jeden NER – na terenie Międzynarodowej Wystawy Ogrodnictwa IGA. Oficjalnie, w programie. Z tego co potem doczytałam takich NERów ma powstać w Berlinie kilkanaście lub więcej.

Niemcy

Jak zaczęłam zagłębiać się w temat okazało się, że to nie jest jakiś nowy pomysł, choć z pewnością wcześniej nie był tak rozpropagowany (byłam w Berlinie wielokrotnie i jakoś nigdy nie udało mi się na taki NER trafić, a tym razem widziałam trzy!). Co więcej, w Niemczech funkcjonują dwa typy takich przestrzeni. Naturerfahrungsraum i Naturerlebinsraum. To drugie można przetłumaczyć jako przestrzeń do przeżywania przyrody, ale w zasadzie sens jest podobny. Niemiecka wikipedia rozróżnia jednak te dwa pojęcia, tłumacząc, że NERy są mniej nastawione na aspekty pedagogiczne. To po prostu nieokreślona, naturalna przestrzeń do zabawy i odpoczynku.

A co na to dzieci?

Dzieci dostają kawałek przyrody do dyspozycji. Czasami jest to faktycznie fragment lasku lub innej naturalnej przestrzeni. Czasami jest to teren specjalnie zaprojektowany. Po co? Taka pozornie pusta przestrzeń pełni te same funkcje, co NIC, o którym pisałam kiedyś na blogu – jest to miejsce do różnych aktywności fizycznych, a także pożywka dla dziecięcej kreatywności. Dodatkowo dzieci zyskują okazję do kontaktu z przyrodą, do zapoznania się z nią, oswojenia się. Dlaczego jest to ważne mówiłam w drugim odcinku podcastu, poświęconym zespołowi deficytu natury.

Jak reagują dzieci? Moje były zachwycone. Widziałam też dzieci przedszkolne, które zostały przywiezione w swoich wózeczkach, i od razu rozbiegły się po terenie. Nikt nie zapytał – co tu mamy robić? Być może starsze dzieci miałyby większy kłopot. Bo i przyzwyczajenia inne, i z kreatywnością coraz gorzej (niestety z doświadczenia wiem, że Ken Robinson ma rację gdy mówi, że szkoła zabija kreatywność).

Kraków

Idea NERów absolutnie mnie zauroczyła. Ale nie chodzi o formę, tylko o to, że oni tak na poważnie… Kiedyś, zupełnie nieświadoma istnienia NERów, wymyśliłam dokładnie to samo. To była praca konkursowa. Założenie było takie – ogradzamy kawałek lasu, troszkę go sprzątamy (usuwamy najbardziej niebezpieczne gałęzie, zasypujemy doły, które pojawiają się w niespodziewanych miejscach), przy wejściu stawiamy regulamin i ławkę dla opiekunów i wpuszczamy tam dzieci. Możemy jeszcze wcześniej spryskać teren preparatem przeciwko kleszczom. Taki „opakowany“ las, prezent dla dzieci. Nie chcę tu się rozpisywać nad założeniami ideowymi – generalnie chodziło o to, że rodzice coraz rzadziej zabierają dzieci do lasu, bo się boją (lasu, zwierząt, o bezpieczeństwo swoich dzieci). Ten strach przejmują dzieci. A tu taka przestrzeń trochę uporządkowana, zabezpieczona, ale jednak las, a nie jakiś tam plac zabaw z kilkoma krzaczkami.

Praca konkursu nie wygrała. Zastanawiałam się czy nie zgłosić podobnego pomysłu do budżetu obywatelskiego. Cały czas jednak traktując ten pomysł jako prowokację, temat do dyskusji. Spodziewałam się tego, że ktoś popuka się w głowę – sprzątać las, ogradzać, żeby dzieci mogły się tam bawić? W zasadzie liczyłam na takie reakcje, bo można byłoby zacząć rozmowę – To dlaczego dzieci nie bawią się w lesie? Co powstrzymuje rodziców? Jak można ich przekonać?

Polska

A tymczasem w Niemczech to się dzieje naprawdę. I na serio. Nikt tu nie dyskutuje, bo są ludzie, którzy rozumieją jak to jest ważne. Pytanie tylko, co my z tym zrobimy. Możemy zazdrościć niemieckim dzieciom, albo po prostu wziąć się do roboty i zacząć propagować ideę NERów tu, w Polsce.

Tylko jak nazwać takie miejsca? Masz pomysł?

Więcej: ulotka „play station unplugged” [po niemiecku]

ner

Zdjęcia: Anna Komorowska | pracownia k.

Więcej haseł naszego „nieplaco-zabawowego” słownika znajdziesz tutaj.