Naturalny plac zabaw, Berlin

naturalny plac zabaw

Można powiedzieć, że to miejsce przyczyniło się do tego, że zajmuję się tym, czym się zajmuję. Ideę naturalnych placów zabaw poznałam parę lat wcześniej, podczas pobytu na stypendium w Kaiserslautern. Wiele na ten temat czytałam, jednak ten plac zabaw był chyba pierwszym, na którym zobaczyłam w praktyce, jak to może wyglądać.

Wracamy do źródeł

Czy zdarza Ci się tak, że po pierwszym zachwycie zastanawiasz się, co w zasadzie tak Cię zauroczyło? Gdy po jakimś czasie analizowałabym ten plac zabaw doszłam do wniosku, że w sumie nie ma tu nic takiego – dużo roślin, wydaje się, że trochę przypadkowych, rozrośniętych, dwa pagórki, piaskownica, domki do zabawy, zjeżdżalnia. Ok, były jakieś rzeźby, ale to chyba nie o nie chodzi. To, co różni ten plac zabaw od innych to scenariusz. Nie wiem, czy w taki sposób pracował projektant tego miejsca, ale dla mnie jest to po prostu świetnie opowiedziana historia.

Wyobraź sobie…

Masz znów 10 lat. Wybrałeś się z rodzicami na nowy plac zabaw. Zaraz po wejściu Twoi opiekunowie zajęli miejsce na ławce i wyciągnęli gazetę, a Ty wspólnie z rodzeństwem poszedłeś „obadać teren“. W sumie nic ciekawego, jakieś krzaki… Ale zaraz, zaraz. Tam coś jest! To jakiś tunel.

Przeciskacie się przez niego i już… jesteście po drugiej stronie. I co? Też nic. Krzaków ciąg dalszy. Chociaż nie, te są jakieś dziwne. Widzisz gigantyczną makówkę, która nagle zaczyna się obracać i furkotać. To wszystko jest jakieś dziwne. Obraca się coraz szybciej i szybciej. Zaczynacie uciekać. Biegniecie przez haszcze co sił w nogach, zatrzymujecie się dopiero nad brzegiem rzeki. Szybko, jest łódka. Wskakujecie w nią. Ale nie jesteście bezpieczni. Prąd rzeki porwał Was w nieznanym kierunku. Coraz bardziej oddalacie się. Wszędzie dookoła tylko krzaki i żadnego śladu ludzi. Nagle widzicie most. Rzeka płynie tu wolniej, więc udaje się Wam wyskoczyć z łódki i dopłynąć do brzegu. Przechodzicie przez most i trach… spadacie w przepaść.

Na szczęście nic się nikomu nie stało. Jesteście w jakiejś dżunglii, nad Wam skaczą małpy. Ale skoro był most, muszą tu być ludzie. I faktycznie, wkrótce Waszym oczom ukazują się drewniane chatki na palach. Tu ktoś mieszka! Biegniecie do nich. Nikogo nie ma. Siadacie na progu i rozglądacie się… W oddali, na ławce, siedzą Wasi rodzice pogrążeni w lekturze i zupełnie nieświadomi tego, że właśnie przeżyliście mrożącą krew w żyłach historię…

Opowiedzieć historię

W mojej historii nie wspomniałąm o wielorybie (na łańcuchu, jak w dobrych polskich komediach ;), bo nijak mi nie pasował. Ale to tylko dowód na to, że tych historii może być o wiele więcej. To tylko jedna z wersji. Za każdym razem możemy przeżywać to na nowo i tworzyć nowe historie. Roślinność pełni tu funkcję odgradzającą. Poszczególne framenty są ukryte, nie widzimy ich od razu, co jeszcze bardziej podkręca atmosferę przygody. I to właśnie mnie zachwyciło.

Każda historia ma swój koniec…

Nie zawsze dobry. TEN plac zabaw już nie istnieje. Został zastąpiony przez inny, o wiele słabszy. Mimo wszystko, dla porządku, podaję namiary na to miejsce. Zachęcam też do oglądnięcia filmiku na stronie ekorodzice.pl. Trochę się do niego przyczyniłam polecając pani Magdalenie Tokarskiej to miejsce.

npz

Zdjęcia: Michał Rokita i Anna Komorowska | pracownia k.

Testowane przez pracownię k. — place zabaw, które odwiedziliśmy i na których się bawiliśmy. Jeśli chcesz zobaczyć inne wpisy z tej kategorii kliknij tutaj.