Park Maxe van der Stoela, Praga

Park Maxe van der Stoela

W Polsce powstaje coraz więcej wodnych placów zabaw. Szkoda tylko, że większość z nich to fontanny. Nie mam nic przeciwko fontannom. To też świetne miejsce do zabawy. Ale marzy mi się wodny plac zabaw z prawdziwego zdarzenia – ze śluzami, rurami Archimedesa, młynkami i tamami. Albo jeszcze lepiej. Niech to nie będzie plac zabaw, tylko część parku – relaksujący strumyk, w którym (przy okazji) mogą bawić się dzieci. Taki właśnie znaleźliśmy w pewnym praskim parku.

Park Maxe van der Stoela

Jeden z najmłodszych parków w Pradze, powstał przy okazji budowy tunelu Blanka. To, co mnie urzeka w nim najbardziej to płynne włączenie przestrzeni dla dzieci w zagospodarowanie parku. Park usytuowany jest w zagłębieniu. Niezależnie więc z której strony przychodzimy widzimy cały park jak na dłoni – główną aleję, rozległe trawniki, staw i strumyk, ławki i urządzenia do zabawy – zestaw wspinaczkowy i ogromną huśtawkę z siedziskami jak na wyciągu orczykowym (wsiadanie na nią już stanowi nie lada wyzwanie, a potem jeszcze trzeba się utrzymać). I przechodząc od razu do placu zabaw, bo przecież to nas interesuje najbardziej – nie ma tu żadnych płotków czy innych ogrodzeń. Zabawki nie są upchnięte jeden koło drugiego, a luźno rozmieszczone po parku. To daje im oddech.

Klatka na dzieci

Dla wielu rodziców plac zabaw bez ogrodzenia jest nie do pomyślenia. Niektórzy nawet twierdzą, że ogrodzenie jest wymagane. Norma bezpieczeństwa na placach zabaw nie nakazuje budowy ogrodzeń. Nigdzie też nie jest powiedziane, że plac zabaw musi wyglądać jak klatka. Możliwości jest naprawdę wiele – pnącza, żywopłoty, pagórki, ścianki murowane itd.

Zwolennicy ogrodzeń podają przeważnie dwa argumenty – bezpieczeństwo i higiena. Park Maxe van der Stoela jest tak zlokalizowany, że nawet gdyby jakiś maluch postanowił „oddalić się” to musiałby podbiec naprawdę spory kawałek i to pod górę, żeby dostać się do ruchliwej drogi. Z kolei drugi argument – przeświadczenie, że zamykając plac zabaw uchronimy się przed odchodami zwierząt jest mocno utopijne. Kot i tak wszędzie wejdzie, a psy… Rodzice często nie domykają bramek lub wręcz sami przyprowadzają swoje czworonogi. Prawda jest taka, że ogrodzenie to przede wszystkim wygoda dla rodziców. Tu jednak nie zauważyliśmy, żeby dla kogoś brak ogrodzenia był problemem.

Strumyk do zabawy

Zostawmy jednak plac zabaw. Park van der Stoela ma do zaoferowania coś o wiele lepszego – wodę. W centralnej części parku znajduje się strumyk, który płynie kamiennym korytem. Co jakiś czas natrafia na przeszkody – tworzy wodospady, wiry, obraca młynek. Czasem musi zmienić bieg, bo ktoś zablokował drogę, innym razem zatrzymuje się na śluzie. Aż w końcu wpada do zbiornika na końcu, gdzie czeka aż ktoś podniesie kurek i… spuści wodę. Strumyk został ewidentnie zaprojektowany z myślą o dzieciach, ale jest też integralnym elementem całego parku. Znajduje się na środku głównej alei spacerowej.

Mniej hałasu i chaosu

Tu dzieci są po prostu mile widziane. Nie wrzucamy ich do klatki, a umieszczamy w centrum uwagi. Ale jest w tym pewien paradoks. Przez to, że miejsca do zabawy rozsiane są po całym parku, dzieci również „rozkładają się równomiernie”. Dzięki temu jest mniej hałasu i chaosu.
Z perspektywy rodzica – siedzenie na ławce przy głównej alejce we względnej ciszy jest zdecydowanie przyjemniejsze niż siedzenie w niewielkiej, metalowej klatce z gromadą krzyczących i biegających wokół maluchów.

Krótki filmik (przepraszam za jakość, ale szłam boso, a wokół strumyka było mnóstwo żwirku):

Park Maxe van der Stoela

Park Maxe van der Stoela

Park Maxe van der Stoela

Zdjęcia: Michał Rokita | pracownia k.

Testowane przez pracownię k. — place zabaw, które odwiedziliśmy i na których się bawiliśmy. Jeśli chcesz zobaczyć inne wpisy z tej kategorii kliknij tutaj.

Park Maxe van der Stoela