Plac zabaw czy ogród zabaw?

ogród zabaw

To nie będzie wpis o tym, że place zabaw powinny wyglądać jak ogrody. Takich będzie na tym blogu jeszcze wiele. Nie będę cytować Beltziga, który pisze, że idealny plac zabaw to dżungla, a to, co oferujemy naszym dzieciom to getta. Ani Korczaka, który równie dosadnie mówi o dziecięcych dramatach. Na to też przyjdzie czas. Postanowiłam jednak zacząć od tekstu, który porządkuje pewne pojęcia. Zagadnienia, które będą przewijać się przez wszystkie artykuły. Ten artykuł to też rodzaj aneksu do książki „Ścieżka bosych stóp“. Ale po kolei…

Naturalne place zabaw?

Prowadzę pracownię k. Projektuję place zabaw. Przeróżne. Tematyczne, autorskie, czasem tymczasowe. Najchętniej naturalne. Tak jak Beltzig uważam, że idealny plac zabaw to dżungla. Tak jak prof. Kosmala twierdzę, że zamiast placów zabaw powinniśmy tworzyć ogrody. Staram się przekonać, o tym jak najwięcej osób. To był właśnie jeden z powodów, dla którego napisałam książkę. Dlatego opracowuję e-booki, biorę udział w konferencjach. Z podobnych powodów powstała akcja „Idziemy na pole“ i ten blog.

Słowo „przekonać“ nie jest tu chyba najlepsze. Moje zadanie polega głównie na pokazywaniu, że tak się da, inspirowaniu, zachęcaniu do działania. Puszczam wiadomość w świat i czekam co się wydarzy. Nie wiem, jak się przekonuje tych, którzy upierają się przy swoim zdaniu lub po prostu nie chcą spróbować. Ktoś mnie kiedyś zapytał o to, jak przekonać dyrektora szkoły, właściciela przedszkola, innych rodziców itd. do idei naturalnych placów zabaw. Nie wiem. Nigdy nie musiałam robić tego bezpośrednio. Mam po prostu wielkie szczęście do klientów. Bo do mnie trafiają Ci już przekonani. Ci, którzy mają dość sztampy i plastiku. Chcą czegoś więcej, ale boją się, że się nie da. I wydawało mi się, że moim zadaniem jest pokazać im, że się da. Że wszystko się da. Oczywiście – wszystko się da. Są tylko dwa „ale“.

Pieniądze lub czas

Nie chcę zaczynać od sztampowego: wszystko jest kwestią pieniędzy. Powiem więc inaczej – wszystko jest kwestią pieniędzy lub czasu. Jednego, albo drugiego. Im mniej mamy pieniędzy, tym więcej potrzebujemy czasu. Im szybciej chcemy coś zrobić, tym więcej potrzebujemy pieniędzy. Pisałam już o tym w książce, więc może tu po prostu powtórzę (można cytować siebie i to już w pierwszym artykule na blogu?):

(…) dobry projekt kosztuje – pieniądze i czas. Im mniej jednego, tym więcej potrzeba drugiego. Jeśli mamy mało czasu na realizację musimy skorzystać ze sprawdzonych, często wcale nie najtańszych rozwiązań. To tak jak z wodą mineralną na dworcu. Jest o wiele droższa niż wszędzie indziej, ale kupujemy ją, bo zaraz odjeżdża nasz pociąg i nie zdążymy już do sklepu za rogiem. Biuro projektowe musi zaangażować więcej pracowników, więc koszt samego projektu też będzie wyższy. Z kolei niski budżet wymaga kombinowania, stosowania niestandardowych rozwiązań, np. wykorzystania materiałów z odzysku. Na to z kolei potrzeba czasu, jeśli chcemy żeby projekt był zgodny z normą bezpieczeństwa i generalnie dobrze działał.

Fragment książki „Ścieżka bosych stóp”, wyd. pracownia k., Kraków 2017

Ogród zabaw czy plac zabaw?

Podstawowe pytanie, jakie musimy sobie zadać brzmi: Co w zasadzie chcę zrobić? Plac zabaw czy ogród. I teraz uwaga! Nie mówię tu o formie, o elementach, z jakich będzie się składała ta przestrzeń. Mówię o… formie prawnej.

Jak wspomniałam wcześniej – mam szczęście do klientów. Przychodzą do mnie osoby, które chcą czegoś więcej i ja im powtarzam, że wszystko się da… Zawsze da się urządzić fajną przestrzeń dla dzieci, ale musimy zdawać sobie sprawę z tego, co nas ogranicza. Postaram się to wyjaśnić w najprostszy możliwy sposób. Nie istnieje jedna oficjalna definicja placu zabaw. Istnieje tylko stereotypowe wyobrażenie o placu zabaw (nazywam do huśtawka-zjeżdżalnia-karuzela). Również „przestrzeń publiczna“ jest niedookreślona, dlatego musimy posłużyć się pewnymi uproszczeniami.

Publiczny plac zabaw

Jeśli w Twoim ogrodzie bawią się inne dzieci niż Twoje własne i najbliższej rodziny – trzeba założyć, że jest to teren publiczny. Czyli ogród przedszkolny jest terenem publicznym, nawet jeśli bawią się tam „tylko“ przedszkolaki. A to oznacza, że jeśli chcesz zbudować tam plac zabaw będzie to publiczny plac zabaw. Co się z tym wiąże? Trzy rzeczy:

  • Wszystkie elementy małej architektury, które są stale związane z gruntem (czyli zafundamentowane) muszą zostać zgłoszone. Czyli musisz zamówić u geodety mapę do celów projektowych, zamówić u architekta z uprawnieniami projekt budowlany, zgłosić do odpowiedniego urzędu zamiar wykonania robót budowlanych, odczekać miesiąc i dopiero potem budować.
  • Musisz zadbać o bezpieczeństwo, czyli projekt powinien być zgodny z normą PN-EN 1176, nie możemy postawić tam zabawek do użytku domowego (nawet jeśli mają atesty), a cały plac zabaw powinien przejść certyfikację (dlaczego nie wystarczą atesty na poszczególne zabawki – innym razem).
  • Trwałość elementów. Na zamkniętym placu zabaw nie musisz chronić się przed wandalami (chyba, że musisz), ale wiadomo, że wszystko zużywa się o wiele szybciej. Swoim dzieciom możesz postawić ogrodową trampolinę, w ogrodzie przedszkolnym już nie. Pomijając kwestie atestów, po prostu nie wytrzyma takiego obciążenia.

Nie muszę chyba dodawać, że te trzy kwestie wpływają na cenę, ale i na czas projektu, a potem budowy.

Ogród zabaw

Inaczej wygląda sprawa, gdy chcesz urządzić ogród. Co nam to ułatwia? Elementów ogrodowych nie musimy zgłaszać do urzędu, nie potrzebujemy więc mapy od geodety, projektu budowlanego. Nie musimy czekać z realizacją na odpowiedź z urzędu. Ale nie zwalnia nas to z odpowiedzialności za bezpieczeństwo dzieci. Nadal projekt takiego ogrodu powinien być zgodny z normą bezpieczeństwa PN-EN 1176. Można również takie miejsce certyfikować, jeśli będzie taka potrzeba lub dla własnego spokoju.
Tu jednak obijamy się o stereotypy. Bo czym różni się plac zabaw od ogrodu? Czy teren pokryty pagórkami, otoczony roślinnością, z kłodami do siedzenia jest ogrodem? Nikt nie ma wątpliwości. A jeśli na jednym z pagórków oprzemy zjeżdżalnię? Co się zmieni? W prywatnym ogrodzie nic. Ale w ogrodzie przedszkolnym już ktoś nam może zarzucić, że zrobiliśmy plac zabaw, a nie mamy urzędowych pozwoleń.

Wersje pośrednie

Są sytuacje, kiedy sprawa jest prosta – urząd buduje plac zabaw w miejscu publicznym. Wiadomo, że będzie to po prostu… plac zabaw. Albo – osoba prywatna chce urządzić kącik zabaw dla swoich dzieci we własnym ogrodzie. Nawet jeśli wstawi tam huśtawkę – będzie to ogród. Problem zaczyna się, gdy mówimy o miejscach, nazwijmy to instytucjonalnych. Zielony skrawek koło biblioteki, teren przez domem kultury, ogród muzealny czy wspomniany wcześniej ogród przedszkolny. Tu potrzebna jest decyzja – idziemy w stronę ogrodu czy placu zabaw.
Możemy oczywiście łączyć rozwiązania – w jednym roku zrobić ogród, a w kolejnym dodać elementy placu zabaw, już ze zgłoszeniem i certyfikacją.

Jaki z tego wniosek?

Taki, że wszystko się da, ale musimy wiedzieć, czego chcemy. Jeśli chcemy zbudować plac zabaw to musimy pogodzić się z tym, że na liście spraw do załatwienia będzie geodeta, architekt z uprawnieniami, zgłoszenie do urzędu, certyfikacja. Że to trwa i kosztuje. Można zrobić plac zabaw za 500.000, ale można też za 50.000. Jednak za 30.000 czy 20.000 będzie już ciężko.
Z taką kwotą możemy jednak zrobić całkiem fajny ogród zabaw, który będzie służył dzieciom do zabawy lepiej niż niejeden plac zabaw.

Robocze definicje

Na pewno będę do tego tematu wracać. Roboczo będę na blogu używać sformułowań wyjaśnionych poniżej. Wyjątek stanowią nazwy własne projektów.
plac zabaw – publiczne przestrzenie, na których wprowadzamy urządzenia standarowo kojarzone z placem zabaw;
ogród zabaw – miejsca, które zawierają tylko elementy ogrodowe, ale są przeznaczone do zabawy.

Wszystko jasne, nie?

Jest to pierwszy artykuł na blogu, a już pewnie zrobił sporo zamieszania. Jeśli masz pytania – pisz w komentarzach. Będę odpowiadać na bieżąco lub w kolejnych artykułach.




Zdjęcie: Nina Bojda | Jedzenie w terenie