Tekturowe pudło

tekturowe pudło

Tekturowe pudła są… nijakie. Nudne, prostopadłościenne, brązowe. Nie migają, nie grają, nie kodują, nie edukują. I dzięki temu uczą miliony dzieci kreatywności. Bo żeby pudełko mogło stać się zabawką trzeba coś z nim zrobić. Albo przynajmniej ruszyć wyobraźnią.

Przygody kartonowego pudła

Co ma wspólnego tekturowe pudełko z czapką? Chińczycy szyli męskie czapki z podszewką z plisowanego papieru. To właśnie ten materiał został użyty do stworzenia pierwszego tekturowego pudełka w XVII w. Pudła, takie jakie znamy dzisiaj, zostały wprowadzone przez Amerykanina Robeta Gaira w 1879 roku i zastąpiły ciężkie, nieporęczne drewniane skrzynie.

Ciekawe, prawda? Nie, prawda jest taka, że dzieciom jest absolutnie wszystko jedno kto wynalazł, a kto udoskonalił tekturowe pudła. Ważniejsze jest to, co można z nich zrobić – samolot, samochód, sklep, regał, skrytkę, bazę, kostium robota, pułapkę na kota, teatrzyk, większe i mniejsze konstrukcje. Co tu dużo mówić – sami dobrze wiecie, bo założę się, że każdy z czytelników przynajmniej raz w życiu bawił się kartonowym pudłem. Pytanie tylko czy nasze dzieci też tego doświadczą (moje na pewno, a Twoje? A ich dzieci?). Jeśli Twoje dziecko zasypane jest plastikowymi, piszczącymi, grającymi, świecącymi, ruchomymi zabawkami, które wymagają od niego tylko i wyłącznie naciśnięcia przycisku – zobacz ten filmik. Naprawdę chcesz pozbawić swoje dziecko tylu wrażeń, emocji i historii?

The Adventures of a Cardboard Box from Studiocanoe on Vimeo.

Toy Hall of Fame

Kartonowe pudło znalazło się w 2005 r. w National Toy Hall of Fame. Zestawienie najlepszych zabawek świata przygotowuje co roku The Strong – National Museum of Play w Rochester (w stanie Nowy Jork). Inne „zabawki wszech czasów”, które znalazły się na liście The Strong to np. latawiec (2007), patyk (2008), piłka (2009), koc (2011), bańki mydlane (2014) czy papierowy samolocik (2017). Ciekawe, bo właśnie w 2017 r. stworzyliśmy papier firmowy pracowni k., na którym są linie do złożenia takiego samolotu. Jakby komuś nie była potrzeba faktura od nas.

Teoria luźnych elementów

Simon Nicholson, architekt, syn artystów Bena Nicholsona i Barbary Hepworth, sformułował teorię luźnych elementów. Brzmi ona mniej więcej tak: „W każdym środowisku, zarówno stopień wynalazczości i kreatywności, jak i możliwość odkrycia, są wprost proporcjonalne do liczby i rodzaju zmiennych w nim”. Co to oznacza? Mniej więcej to, że jeśli dzieci nadal będą bawić się na gotowych placach zabaw, na których wszystko zostało zaprojektowane od A do Z, będą biernymi odbiorcami przygotowanej dla nich przestrzeni i stopniowo będą zatracać swoją dziecięcą kreatywność i pomysłowość. Jeśli do tego dołożymy aktualny system edukacji… (ale o tym innym razem) możemy być pewni, że nasze dzieci za parę lat wylądują za korporacyjnym biurkiem zdolne jedynie do wypełniania poleceń innych i odtwórczych zadań.

Nicholson pisze, że jednym z największych mitów, jakim się nas karmi od małego to przekonanie, że kreatywność jest darem, który otrzymali nieliczni. Wszyscy musimy żyć w środowisku ukształtowanym przez nielicznych utalentowanych. Słuchać muzyki, czytać poezję i oglądać sztuki stworzone przez nielicznych utalentowanych. To kłamstwo, na którym bazuje dominująca elita, wmawiająca nam, że planowanie, dizajn i architektura są tak trudne i tak specjalne, że tylko nieliczni utalentowani z odpowiednimi certyfikatami i tytułami, mogą właściwie rozwiązać problemy środowiskowe. Tymczasem żadne badania nie potwierdzają, że kreatywność lub jej brak są zdeterminowane genetycznie. Przynajmniej tak było w 1971 r., kiedy powstał artykuł „How NOT to cheat children – The theory of loose parts” (Landscape Architecture 62/1971), na którym bazuję tworząc tę część artykułu. Do tego tekstu z pewnością wrócę, bo Nicholson w dość brutalny sposób opisuje, jak architekci okradają dzieci… Kto zna angielski może sobie od razu przeczytać.

Luźne elementy na placu zabaw

Ale wracając do kartonowego pudła — wiele osób powołując się na teorię Nicholsona proponuje wprowadzenie na place zabaw luźnych elementów, takich jak kamienie, pnie, żwir, tkaniny, deski i patyki, palety, kosze, pudełka, liny, opony, duże klocki czy właśnie kartonowe pudła. I oczywiście jest to rewelacyjny pomysł, ale jednocześnie pewne uproszczenie. Nicholson idzie o wiele dalej – dzieci powinny mieć realny wpływ na to, jak wygląda przestrzeń wokół nich (a są do tego zdolne – zainteresowanych tematyką partycypacji dzieci w kształtowaniu przestrzeni zachęcam do zapoznania się z wykłademe-bookiem na ten temat). Przestrzeń dla dzieci powinna być interdyscyplinarna. Dzieci nie widzą różnicy między zabawą a pracą, sztuką a nauką, odpoczynkiem a edukacją. Przestrzeń, w której przebywają dzieci na co dzień ma ogromne znaczenie dla ich rozwoju. Powinna dawać możliwość eksperymentowania, zmieniania, testowania.

Od czegoś trzeba zacząć

Nie zawsze mamy wpływ na to, kto i jak projektuje pobliski plac zabaw czy przedszkole. Wprowadzenie luźnych elementów na publicznym placu zabaw w Polsce jest dość ryzykownym (lub kosztownym) pomysłem. Ale w ogrodzie przedszkolnym jest to już łatwiejsze do zrobienia. A nawet dość naturalne. W Guzikowie nasze dzieci bawią się grubą liną żeglarską. Mają też do dyspozycji wózek, którym wożą inne dzieci. Nie mówiąc już o miskach, piasku i błocie. Zdjęcia w tym artykule pochodzą z naszych warsztatów. Tekturowe pudła, ale też bambusowe patyki łączone gumką recepturką i agrowłóknina świetnie sprawdzają się na warsztatach rodzinnych. Wystarczy pokazać uczestnikom jak je łączyć i… zostawić ich w spokoju. Czasem trzeba tylko przypominać niektórym rodzicom, że pomysły dzieci też są dobre i żeby dali im szansę ;).

tekturowe pudło

tekturowe pudło

Konkurs

Chciałabym Ci zaproponować konkurs na najlepszą zabawkę zrobioną z kartonu. Tak, wiem. To nudne i oklepane. Ale przecież pudełka tekturowe takie właśnie są, prawda? Więc jeśli Ci nie przeszkadza, że było już milion takich konkursów – zapraszam do zabawy. Zdjęcia można zamieszczać w komentarzach do tego postu (lub do postu na facebooku linkującego do tego artykułu). Najciekawsze propozycje zostaną nagrodzone zeszytem ćwiczeń „Przewodnik po architekturze codziennej”. Zastrzegam, wybór będzie całkowicie subiektywny. Na zgłoszenia czekam do końca stycznia 2018 r.

Zdjęcia: Michał Rokita | pracownia k.

Więcej haseł naszego „nieplaco-zabawowego” słownika znajdziesz tutaj.