Odcinek 001 | NPZ dla początkujących

dla początkujących

Prawda jest taka, że dzieci nie potrzebują naturalnych placów zabaw. Dzieci potrzebują natury.

Tadam! Ruszamy z podcastem pracowni k. Można już posłuchać pierwszego odcinka! Znajdziesz go poniżej. Pod nagraniem zamieszczam linki do stron omawianych w odcinku, a poniżej opis. Uwaga! Opis nie jest transkrypcją nagrania (więc warto jednak posłuchać). Nie zawsze będzie też tak długi. Ten powstał do publikacji stanowiącej podsumowanie konferencji „Nieużytki miejskie – miejsca edukacji i bioróżnorodności”, która zostałą zorganizowana przez Ruch Ekologiczny św. Franciszka z Asyżu (a dokładniej mówiąc Kaspra Jakubowskiego, który będzie gościem jednego z kolejnych odcinków) 28.09.2017 w Krakowie.

Posłuchaj:

Pobierz

Po co nam naturalne place zabaw?

Prawda jest taka, że dzieci nie potrzebują naturalnych placów zabaw. Dzieci potrzebują natury. Nie potrzebują zestawu wspinaczkowego, a drzewa, na które będą mogły się wspiąć. Na które rodzice pozwolą im się wspiąć. A może nawet wespną się razem z nimi. Dzieci nie potrzebują równoważni. Potrzebują kłody, na której będą mogły ćwiczyć równowagę. Ale też na niej przysiąść, dotknąć jej, poczuć fakturę kory i sprawdzić, co pod nią żyje.

Place zabaw (wszystkie, więc również te naturalne) nie budujemy dla dzieci, tylko dla rodziców. Ogrodzony teren, posprzątany, zgodny z normą bezpieczeństwa, z regulaminem jest dla nas wygodniejszą opcją niż wyprawa do lasu czy wycieczka nad rzekę. To nie zawsze wynika z lenistwa (choć w wielu przypadkach tak właśnie jest). Czasem przyczyną może być strach. Z różnych powodów dzieci (i dorośli też) spędzają coraz mniej czasu w otoczeniu przyrody. A ponieważ coraz rzadziej jesteśmy w lesie (na polu, na łące), to miejsce staje się nam coraz bardziej obce. A obcych się boimi. A skoro się boimy – unikamy. I tak koło się zamyka. Więcej o tym paradoksie pisze Richard Louv w „Ostatnim dziecku lasu”.

I tu dochodzimy do sedna – naturalny plac zabaw to miejsce przejściowe, rodzaj kompromisu. To przestrzeń, w której dzieci mogą odkryć, że przyroda jest ciekawym miejscem. Że ma im dużo do zaoferowania. Że własnoręcznie zbudowana baza z patyków sprawia tyle samo frajdy (albo i więcej) co baza w Minecrafcie. Że ten pająk na krzaku wcale nas nie chce ugryźć. To również miejsce oswajania z przyrodą rodziców. Nagle okazuje się, że głazy nie oznaczają rozbitej głowy, a patyk w ręku dziecka nie wybija mu oczu. I okazuje się też, że w sumie jest tu całkiem przyjemnie, a i dzieci jakoś tak się mniej kłócą. A skoro tak nam tu miło to może następny raz pójdziemy do prawdziwego lasu. Może nie następny, ale za piątym, dziesiątym czy dwudziestym razem.

Projektuję naturalne place zabaw, ale moim zdaniem idealna sytuacja to taka, w której takich miejsc nie potrzebujemy. Zamiast projektowanej przestrzeni fundujemy dzieciom nowy las, sadzimy łąkę, ułatwiamy dostęp do nieużytków. Do tego należy dążyć.

Zaprojektowany czy przygotowany?

Jak więc wygląda taki naturalny plac zabaw? Różnie. Czasem może to być miejsce na wpół dzikie, gdzie po prostu dodajemy pewne elementy służące zabawie – mostek nad rzeką, domek na drzewie, szałas z wikliny. Czasem może to być plac zabaw, który w zasadzie nie różni się bardzo od tradycyjnego. Są na nim huśtawki, bujaki, domki do zabawy. Ale wszystko z naturalnych materiałów, nawierzchnia amortyzująca upadki również (norma bezpieczeństwa dopuszcza piasek, korę, żwir). A dodatkowo dużo roślin. I elementy naturalne, takie jak głazy, konary. I może labirynt, szałas, tunel z wikliny. I ciekawe ukształtowanie terenu, zjeżdżalnia na pagórku. I woda… Proporcje pomiędzy elementami naturalnymi, a gotowymi urządzeniami mogą być dowolne. Nie ma oficjalnej definicji naturalnego placu zabaw. Ale oczywiście im więcej natury, tym lepiej.

W Niemczech powstają NERy. To skrót od niemieckiego Naturerlebnisraum, czyli w dosłownym tłumaczeniu, przestrzenie do odczuwania natury. To najbardziej naturalny pośród naturalnych placów zabaw. Pagórki, kamienie, gałęzie, dużo roślin, czasem strumyk, drzewo do wspinania. Takie miejsce może być specjalnie zaprojektowane, ale zdarza się również, że są to po prostu fragmenty lasów czy łąk, które zostały ogrodzone, zabezpieczone i opatrzone regulaminem. To miejsca, gdzie naprawdę można poczuć i zrozumieć zjawiska przyrodnicze, ale jednak ujęte w jakieś ramy zasad i z zapewnionym podstawowym bezpieczeństwem.

Bezpieczny naturalny plac zabaw?

Jak wspomniałam na początku – naszym celem jest wysłanie rodziców z dziećmi „na drzewo”, do lasu, na pola. Ci, którzy rozumieją dlaczego to jest ważne nie potrzebują naturalnych placów zabaw. Sami potrafią odszukać ciekawe miejsca i po prostu nie boją się tam pójść. Jeśli jednak chcemy przekonać całą resztę musimy im najpierw zapewnić to, do czego są przyzwyczajeni. Jeśli budujemy plac zabaw w miejscu publicznym on po prostu musi być bezpieczny i spełniać wymogi normy PN-EN 1176. Nie ma zmiłuj. W innym wypadku znajdzie się cała rzesza przeciwników. To po pierwsze. A po drugie – dzieci przyzwyczajone do zabawy na standardowym placu zabaw nie mają odpowiednich nawyków. Cokolwiek zrobią – dobrze się kończy. Biegają jak oszalałe, ale chroni je nawierzchnia bezpieczna, odpowiednie odległości między urządzeniami. W lesie bieg na oślep może skończyć się źle. Naturalny plac zabaw wymaga większego wysiłku i uważności, ale musi uwzględniać tych, którzy przyszli tam po raz pierwszy.

Naturalny plac zabaw może być zgodny z normą bezpieczeństwa. Norma nie mówi, jak powinno wyglądać miejsce do zabawy. Mówi o detalach – otworach, strefach wolnych, nawierzchniach, materiałach. Jeśli stosujemy się do tych podstawowych zasad możemy stworzyć bezpieczne miejsce, niezależnie od tego czy korzystamy z urządzeń katalogowych, indywidualnie projektowanych czy elementów naturalnych. Co więcej, taki plac zabaw, jeśli został zaprojektowany zgodnie z normą i zrealizowany zgodnie z projektem (!) ma szansę przejść certyfikację. Firma certyfikująca (np. Centrum Kontroli Placów Zabaw) sprawdza plac zabaw jako całość i jeśli wszystko jest w porządku wystawia dokument, którym potwierdza, że zarządca czy właściciel terenu zadbał o bezpieczeństwo bawiących się tam dzieci.

Podsumowując – naturalne place zabaw są potrzebne dopóty, dopóki rodzice nie zrozumieją, że najlepszym placem zabaw jest sama natura. Dzieci dość szybko zdają sobie z tego sprawę, tylko nie zawsze mają szansę, żeby to sprawdzić.

Linki:
Dzikie Pole
Plac Zabaw na Prawdzie
E-book „Naturalne place zabaw. Czy to się w ogóle da? A co z tą normą”
Książka Richarda Louva „Ostatnie dziecko lasu”