Mniej znaczy więcej. Akupunktura miejska.

akupunktura miasta

Kiedy to czytasz spaceruję po Amsterdamie w poszukiwaniu pozostałości po placach zabaw Aldo van Eycka. Zaprojektował ich 700. W samym Amsterdamie! W tym miesiącu będzie trochę okazji, żeby się im przyjrzeć. Ale żeby zrozumieć ich fenomen musimy poznać pojęcie akupunktury miejskiej.

Jaime Lerner i Kurytyba

W mieście trzeba działać szybko. Planowanie jest czasochłonne. A ja proponuję miejską akupunkturę. Proponuję pomysły, które ułatwiają planowanie (…). Czasem drobne rzeczy mogą uczynić miasto lepszym.

Jaime Lerner „A song of the city”, TED2007, tł. Joanna Stefańska

Pojęcie akupunktury miejskiej wprowadził Jaime Lerner, architekt i urbanista urodzony w Kurytybie w Brazylii. Jak przystało na urbanistę zajmował się planowaniem miasta. Ale uznał, że to za długo trwa. I że trzeba działać szybciej. Zaczął szukać prostych pomysłów, które mogły być zrealizowane w bardzo krótkim czasie, a które wprowadzałyby znaczące zmiany. Co najważniejsze – pomysły te mogły pochodzić od mieszkańców i w ten sposób ich aktywizować.

Kurytyba jest uznawana za najbardziej ekologiczne miasto świata. Wpłynęło na to zarówno całościowe planowanie, jak i szereg drobnych działań, a czasem nawet „nicnierobienie”. Czytałam kiedyś, że Lerner, który przez jakiś czas był również burmistrzem Kurytyby, wstrzymał jakąś budowę, ponieważ lokalna społeczność zaczęła protestować. Wydał więc polecenie: „Pilne. Nie róbcie nic!”. Okazało się, że społeczność miała rację, a budowa zniszczyłaby lokalne źródła. Udało się to odkręcić.

Lerner wierzy, że każdą przestrzeń można naprawić („Każdą żabę można zmienić w księcia” mówił na TED2007). I że równie ważne jak odgórne planowanie są oddolne inicjatywy, budowanie w mniejszej, bardziej ludzkiej skali, wykorzystanie przestrzeni miejskiej przez większą część doby.

Aldo van Eyck w Amsterdamie

Aldo van Eyck zaprojektował 700 placów zabaw. Wszystkie w Amsterdamie! Oczywiście znacząco różniły się od tego, co znamy teraz. Były powtarzalne i robione według jednego „katalogu”. I jasne, dziś nie mogłyby zostać powtórzone w takiej formie ze względu na prawo budowlane i normy bezpieczeństwa. Ale pomysł jest warty uwagi. Te niewielkie skwery, najczęściej kilka drabinek i ewentualnie piaskownica, pojawiały się w różnych miejscach – przy chodniku, przy przystanku, w plombie budowlanej. Małe, ale w dużych ilościach. Rozsiane po całym mieście, dzięki czemu każde dziecko miało dostęp do jakiejś przestrzeni do zabawy, a nawet kilka do wyboru.

West 8 i Madryt

Na początku sierpnia pisałam o Madrid RIO i tamtejszych placach zabaw – niewielkich przestrzeniach do zabawy, rozsianych równomiernie nad rzeką Manzanares. To również przykład na to, że plac zabaw nie musi być ogromny, a ważniejsze jest, aby był blisko domu.

Ty, Twoje miasto

Miasta powinny wspierać inicjatywy oddolne. Wiem, że jest inaczej. Wiem, że są osoby, które próbują „naprawiać” osiedlowe, nudne place zabaw, dodając nasadzenia czy przynosząc z domu zabawki i że mają z tego powodu kłopoty. Trudno, wiedząc to, zachęcać do podejmowania takich działań. Ale jednak zachęcam, żeby spróbować. Żeby rozmawiać i zastanawiać się, co można zrobić, aby miejsc do zabawy powstawało coraz więcej. Nie czekać, aż ktoś przyjdzie i zrobi, ale wziąć sprawy w swoje ręce.

Jak to zrobić? To pewnie temat na osobny artykuł. Pisałam o tym sporo w trzeciej części mojej książki „Ścieżka bosych stóp”.

Zdjęcie: Anna Komorowska | pracownia k.