Plac zabaw. Co to takiego?

Fraza „plac zabaw” to najbardziej nietrafione określenie, jakie można było sobie wymyślić. Co więcej, zaczęło żyć swoim życiem i trudno już sobie wyobrazić, że plac zabaw może być czymś innym.

W poszukiwaniu definicji

Spróbujmy podać definicję placu zabaw. Zerknijmy na przykład do słownika PWN. Zawsze dobrze zacząć od słownika PWN. Jest tylko jeden problem. Nie ma w nim frazy „plac zabaw” .

No dobrze, poszukajmy w Wikipedii. Według niej jest to „wydzielone miejsce (często ogrodzone), przeznaczone do zabawy dla dzieci”. Prawie wszystko się zgadza. Dopisałabym tylko „zwyczajowo wydzielone”, bo place zabaw mogłyby być wpisane w przestrzeń miejską i stanowić jej integralną część. Choć rozumiem (odkąd zostałam mamą) powody tego wydzielenia. I dalej: „Wyposażenie placu zabaw najczęściej stanowią: piaskownica, zjeżdżalnia, huśtawka, huśtawka na desce (tzw. ważki), karuzela, bujak sprężynowy, drabinki (drewniane lub metalowe) oraz inne zestawy zabawowe”. I tu już zaczynają się schody. Wyobrażam sobie plac zabaw bez ani jednego z wymienionych elementów. I w drugą stronę – oto przykładowa lista innych elementów, które mogą znaleźć się na placu zabaw – rośliny, patyki, błoto, żwir, patyki do budowania baz, drewniane skrzynie do tego samego, pagórki, mostki zwodzone, instrumenty muzyczne, rzeźby, labirynty, tunele i szałasy itd. Mogłabym wymieniać dalej.

Jeszcze ciekawiej jest w Prawie Budowlanym. Nie znajdziesz tam frazy „plac zabaw”, ale „niewielkie obiekty (…) użytkowe służące rekreacji codziennej i utrzymaniu porządku, jak: piaskownice, huśtawki, drabinki, śmietniki” są zaliczone do obiektów małej architektury (co powoduje pewne konsekwencje prawne, ale o tym innym razem).

Jest jeszcze jedno ciekawe miejsce, do którego możemy zaglądnąć – „Rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie”. Brzmi strasznie, ale jest dość istotne z perspektywy architekta. Tam również nie ma definicji placu zabaw, ale są za to wytyczne co z placami zabaw
można czy trzeba zrobić, np. nie można ich sytuować blisko parkingów, ulic, śmietników, a także okien budynków mieszkalnych. Tylko co to oznacza? Możemy się domyślać (biorąc pod uwagę standardowe rozumienie placu zabaw), że nie możemy umieścić huśtawki blisko okien bloku. A wiklinowy szałas możemy?

To na koniec, tak dla kontrastu, Günter Beltzig, który w „Księdze placów zabaw” pisze: „Idealny plac zabaw to
dżungla”.

Plac zabaw to miejsce, które nie powinno być placem i niekoniecznie służy do zabawy.

A to moja definicja placu zabaw. Zdecydowanie bardziej wolę nazwę „ogród zabaw” (o różnicach formalnych pisałam w jednym z wcześniejszych artykułów). Czasem używam też – kosmiczne kręgi zabaw, archeologiczny ogród zabaw lub cokolwiek innego. Choć tak naprawdę powinnam mówić „miejsce spotkań”, bo na placu zabaw dzieci nie tylko się bawią, ale też uczą, pokonują kolejne szczeble rozwoju, poznają inne dzieci, ale też innych dorosłych, współpracują, kombinują, testują, obserwują, tworzą i odpoczywają. Jeśli tylko mają taką możliwość.

Na szczęście coś się zmienia. Pojawią się „nieplace zabaw” – coraz większą popularnością cieszą się naturalne place zabaw, w Polsce ruszają pierwsze przygodowe place zabaw. Wciąż jednak pokutuje to nasze „wikipediowe” przekonanie, że plac zabaw to huśtawka-zjeżdżalnia-karuzela. Że plac zabaw musi być płaski. Są tacy (architekci!), którzy twierdzą, że nie da się zrobić placu zabaw na pagórku, bo jest to niezgodne z normą bezpieczeństwa (co jest oczywiście wierutną bzdurą). Są tacy, którzy uważają, że na placu zabaw nie może znaleźć się kłoda czy głaz, bo nie są „huśtawką-zjeżdżalnią-karuzelą” i nie mają atestu (chyba nie muszę przypominać, że to też bzdura). Są też tacy (i jest ich większość), którzy uważają, że dzieci na placu zabaw tylko biegają i wspinają się. Nie potrzebują innych rodzajów zabaw. Bo przecież Wikipedia podaje tylko urządzenia do zabaw ruchowych. Nie potrzebują też odpoczynku, jedzenia i toalety…

Nasuwa się jeszcze jedno pytanie – czy place zabaw są tak naprawdę przeznaczone dla dzieci? I znów Beltzig: „Place zabaw, zaprojektowane i wybudowane “z sercem”, nie są dowodem na to, że pragniemy dla naszych dzieci tego, co najlepsze, lecz sygnalizują często, że chcemy je odsunąć, zamiast się nimi zajmować. Budowanie takich “dziecięcych gett” jako znaku miłości dla dziecka jest oznaką cynizmu (…)”.

Znasz inne definicje placu zabaw?

Czym jest więc plac zabaw? Wydzielonym miejscem, elementem małej architektury, dżunglą, ogrodem, dziecięcym gettem? A jaka jest Twoja definicja?

 

Więcej haseł naszego „nieplaco-zabawowego” słownika znajdziesz tutaj.

Zdjęcie: Anna Komorowska | pracownia k.

PS. Na zdjęciu „nieplac” zabaw na Bundesgartenschau w Monachium w 2005 r. Instalację nazwano ”Teddy
Berg”. Ta gra słów przywodzi na myśl angielską frazę „teddy bear” oznaczającą pluszowego misia i słowo Berg, czyli górę.