„Kalosze pełne kijanek”. Recenzja książki Scotta D. Sampsona

Czym jest natura? Czy jej potrzebujemy? Jak uczyć natury? Jak budować więź z naturą na różnych etapach rozwoju dziecka? Jak „hodować” miłośników natury w dużych miastach? Jak zaprząc do tego nowe technologie?

Kijanki vs. dziecko lasu

Zarówno na blogu, jak i w podcaście wielokrotnie wspominana była książka Richarda Louva „Ostatnie dziecko lasu”. I nic dziwnego. To bardzo ważna książka, którą powinien przeczytać każdy pedagog, animator, edukator, czyli osoby, które pracują z dziećmi. Jak najbardziej polecić mogę ją również rodzicom, ale według mnie powinni oni zacząć od innej książki – „Kalosze pełne kijanek” Scotta D. Sampsona. Znajdziemy w niej mniej informacji o badaniach, a więcej praktycznych wskazówek. To książka również dla pedagogów, ale jeśli miałabym maksymalnie uprościć powiedziałabym: Jesteś rodzicem? Przeczytaj „kijanki”, a potem ewentualnie, jako rozszerzenie, „Ostatnie dziecko lasu”. Jesteś pedagogiem? Przeczytaj Sampsona, a potem jeszcze koniecznie Louva.

Jak uczyć natury uwzględniając wiek dzieci i współczesne warunki?

„Kalosze pełne kijanek” podzielone są na cztery części. Pierwsza poświęcona jest naturze – czym jest, jak ją odkrywać, czy jest nam potrzebna. Druga mówi o podstawach nauczania natury – o pedagogice miejsca, umiejętności zadawania pytań i sile opowieści. W trzeciej przyglądamy się poszczególnym etapom życia dzieci, autor podpowiada jak przybliżać im świat przyrody w zależności od wieku. I w końcu czwarty, według mnie bardzo ważny rozdział, jak „hodować” miłośników natury w dużych miastach i z pomocą nowych technologii.

Bardzo podoba mi się struktura każdego rozdziału – po przedstawieniu głównej treści autor podaje jedną „tajemnicę”, która stanowi zwięzłe podsumowanie całego rozdziału, a następnie propozycje aktywności, które pozwalają wdrażać w życie to, o czym właśnie przeczytaliśmy.

Jak wychować dziecko natury?

Niektóre z porad zawarte w książce znam z książek Louva i stron internetowych poświęconych wychowywaniu dzieci w bliskim kontakcie z naturą. Wiele jednak dało mi do myślenia. Na przykład oczywiste jest dla mnie to, że głęboka więź z naturą rodzi się ze stałego kontaktu, a nie z okazjonalnych wypraw. Dlatego tak ważne jest, aby każde dziecko miało dostęp do dzikich i półdzikich miejsc blisko domu. Ale już mniej oczywiste jest to, że aby wspomóc dzieci w nawiązywaniu tej więzi sami musimy ją odbudować. Czy wyrywasz się na samotne spacery do lasu? Czy pamiętasz jak to jest przytulić się do drzewa? Popracujmy nad naszą relacją z przyrodą, a u dzieci pojawi się ona samoistnie.

Inna ważna wskazówka to – zacznij od wielkich idei. W szkole wiedza jest poszatkowana. Na fizyce uczymy się o grawitacji, na chemii o pierwiastkach, na biologii… itd. A przecież wszystko jest ze sobą powiązane. Jeśli dzieci zrozumieją te zależności łatwiej będzie im zgłębiać szczegółową wiedzę z poszczególnych dziedzin nauki.

Sampson wielokrotnie powtarza, że opowieść ma moc. Nie będę rozwijać tego wątku, ponieważ w ósmym odcinku podcastu cudownie mówili o tym moi goście, Maja Głowacka i Bogdan Ogrodnik z Pracowni Edukacji Żywej.

Naturalne place zabaw

Z oczywistych względów jednym z najważniejszych dla mnie rozdziałów tej książki jest ten poświęcony naturalnym placom zabaw, a także wzmianki o ogrodach szkolnych.

Teraz wyobraź sobie, że naturalne place zabaw pojawią się w każdej szkole, parku, ogrodzie botanicznym i muzeum, nie wspominając o domowych podwórkach. W rezultacie otrzymamy bezpieczne miejsca do zabawy w pobliżu praktycznie każdego domu.

 

Każda społeczność ma szkołę. A co, jeżeli wszystkie tereny szkolne przemieniłyby się w różne ekosystemy wyposażone w naturalne place zabaw, ogrody warzywne, klasy lekcyjne na świeżym powietrzu oraz rodzime rośliny? Co w przypadku, gdyby nauczyciele byli kształceni z pedagogiki miejsca i czuli się pewnie w prowadzeniu zajęć na jakikolwiek temat na zewnątrz? Co w przypadku, gdyby wiele tysięcy terenów szkolnych było otwartych po godzinach lekcyjnych, oferując łatwy dostęp do urzekających zasobów naturalnych? W pewnym sensie szkoły są mikrokosmosami miast, ze społecznościami, budynkami i niezabudowanymi terenami. Nasze dzieci spędzają w nich znaczną część swojego czasu. Moglibyśmy rozpocząć transformację zarówno dzieciństwa, jak i miast po prostu poprzez wprowadzenie do szkół natury.

Natura czy nowe technologie?

Można odnieść wrażenie, że dla wielu osób nowe technologie i rozwój gospodarczy stoją w sprzeczności z ochroną i miłością do natury. Mam taką dość smutną obserwację – niektórzy edukatorzy i szkoły alternatywne oferują dzieciom stały kontakt z naturą, z drugim człowiekiem, kształcą poprzez prace ręczne i sztukę (co jest fantastyczne i bardzo mnie pociąga), ale jednocześnie nie radzą sobie z obsługą najprostszych programów komputerowych i nie rozumieją zagrożeń związanych z naszą aktywnością w sieci (a tym samym nie uczą tego dzieci). Nie można udawać, że świat się zatrzymał. Technologie są i będą się rozwijać. I stanowią ważny element życia naszych dzieci. To, co powinniśmy teraz zrobić to zastanowić się jak je mądrze wykorzystać. Również do tego, aby zachęcić dzieci do częstszego kontaktu z naturą. Kilka podpowiedzi znajdziecie w książce „Kalosze pełne kijanek”, ale również w 12. odcinku podcastu „Ojcowska strona mocy”.

Naucz dzieci rozumieć zarówno technologię, jak i naturę, zachowywać równowagę, w której zaawansowane technologie i miłość do przyrody będą stanowiły obowiązującą normę.

Gdzie kupić?

Książkę „Kalosze pełne kijanek” możesz kupić w księgarniach internetowych i stacjonarnych. Jednak jeśli spodobała Ci się ta recenzja zachęcam do zakupu książki poprzez podany poniżej link. Ty dostaniesz świetną lekturę, a ja parę procent, jako podziękowanie za czas poświęcony za przygotowanie tego tekstu.

Książkę możesz kupić TUTAJ.

Zdjęcia: Anna Komorowska| pracownia k.