Madrid RIO, Madryt

Można zbudować jeden „wypasiony” plac zabaw, do którego będą zjeżdżać się dzieci z całego miasta. To jednak za mało. I za dużo jednocześnie. Bardziej pożądanym rozwiązaniem jest stworzenie większej liczby miejsc dla dzieci i rozłożenie ich równomiernie na terenie miasta. Mogą to być, a często nawet powinny, mniejsze place zabaw.

Teoria

Dlaczego sieć mniejszych placów zabaw jest lepszym rozwiązaniem niż jeden duży?

Po pierwsze – można wybrać się z dzieckiem do odległego placu zabaw z okazji jego otwarcia czy w weekendy. Ale na co dzień taka wyprawa jest uciążliwa dla całej rodziny. Dzieci powinny mieć miejsce do zabawy w pobliżu swojego domu (znalazłam zapisy, że odległość maksymalna to 750 m).

Po drugie – na małym, osiedlowym placu dzieci pojawiają się te same osoby. Jest szansa, aby się z kimś zaprzyjaźnić. Idąc na plac zabaw dzieci zastanawiają się czy Kasia i Marysia dzisiaj będą, planują kontynuację zabawy z wczoraj. Korzystają z tego również rodzice. Nawet gdy nie mamy specjalnej potrzeby integrowania się. Spotykając osoby, które już znamy pojawia się uśmiech, „dzień dobry”. A może ktoś poratuje mokrą chusteczką?

Po trzecie – duży plac zabaw to dużo dzieci, dużo krzyku i dużo zamieszania. Dla niektórych dzieci to za dużo. Dla większości rodziców też. Wspominałam o tym również na wykładzie o projektowaniu uniwersalnym, który znajdziesz tutaj.

Praktyka

Piszę o tym wszystkim, ponieważ dziś chciałam Ci pokazać dobry przykład. Madrid RIO – tak nazywa się część Madrytu położona nad rzeką Manzanares, która w latach 2006-2011 została zrewitalizowana. Inwestycja objęła powierzchnię 80 hektarów. Projekt, a dokładniej mówiąc 47 projektów, wykonały biura West 8, Burgos & Garrido, Porras La Casta i Rubio A.Sala. Za kwotę 280 milionów euro zbudowano kilka mostów, bulwary i parki, a jedną z głównych madryckich dróg przeniesiono do tunelu, aby nad nim zbudować ogród z kwitnącymi wiśniami. Projekt otrzymał liczne nagrody, ale to Ci już daruję – jeśli jesteś ciekawy/a jakie zapraszam na stronę sztuka-krajobrazu.pl, a po zdjęcia na Landezine.com.

A co z tymi placami zabaw?

No dobra, ale miałam Ci pokazać place zabaw. To, co mnie najbardziej urzekło w całym projekcie to pomysł na przestrzeń dla dzieci. Nie ma tam jednego dużego placu zabaw. Spacerując wzdłuż rzeki co chwila można natknąć się na maleńkie „kieszenie” przeznaczone dla różnych grup wiekowych. Są drewniane górki, huśtawki i byki do ujeżdżania dla najmłodszych. Są piaskownice i tablice manualne. Ale jest też coś co nazwałam miniparkiem linowym. Jak to wygląda? Między słupkami rozciągnięte są liny, mostki, opony czy cokolwiek innego. Na wysokości ok. 2 m. Jest to na tyle nisko, że nie potrzeba uprzęży, a ewentualny upadek zamortyzuje warstwa żwiru. Ale na tyle wysoko, że trochę adrenaliny jest. Raczej nie chciałabym spaść z takiej wysokości. Po powrocie z Madrytu zaczęliśmy wprowadzać podobne miniparki, ale liny są tuż nad ziemią. Tak wysoko się jeszcze nie odważyliśmy.

Cała inwestycja to oczywiście ogromny koszt, ale wprowadzenie niewielkich przestrzeni do zabawy przy okazji różnych inwestycji, a nawet bez nich, wydaje się osiągalne. O akupunkturze zabawowej – wkrótce.

Absolutne minimum

Spróbuj wymyślić miniaturowy plac zabaw. Gdzieś przy deptaku, kawiarni, a może na przystanku tramwajowym? Co powinno się na nim znaleźć?

Zdjęcia: pracownia k.

Testowane przez pracownię k. — place zabaw, które odwiedziliśmy i na których się bawiliśmy. Jeśli chcesz zobaczyć inne wpisy z tej kategorii kliknij tutaj.