Moi mali klienci. Partycypacja dzieci w projektowaniu przestrzeni

Dlaczego powinniśmy zapraszać dzieci do udziału w projektowaniu przestrzeni publicznej, z której będą korzystać? A dlaczego nie? Dla mnie to oczywiste. Gdy architekt projektuje dom jednorodzinny nie zastanawia się czy ma porozmawiać na ten temat z jego właścicielami.

Dzisiejszy artykuł to streszczenie e-booka o takim samym tytule. Znajdziesz go pod artykułem. Znajdziesz tam również prezentację, którą przygotowałam na XI Seminarium Miejska Sztuka Ogrodowa, w ramach Targów GARDENIA w 2017 r. W e-booku mały bonus – przykładowy scenariusz warsztatów na temat przestrzeni wokół
domu kultury.

Dlaczego? A dlaczego nie?

Dzieci są ekspertami od zabawy. To nie prawda, że skoro każdy był dzieckiem, pamięta co to znaczy zabawa. Dzieci są też znawcami swojej okolicy. Doskonale potrafią wskazać obszary problematyczne i opisać jak funkcjonuje dane miejsce. Są również, jeśli im się na to pozwoli, niezwykle kreatywne i chętnie biorą udział w inicjatywach tego typu.

Jeśli nie wszystkich to przekonuje sięgnę to mocniejsze argumenty: Demokracja gwarantuje obywatelom możliwość wypowiada się w sprawach dla nich ważnych. Dotyczy to również przestrzeni i dotyczy to również dzieci. Potwierdzają to takie dokumenty jak Międzynarodowa Konwencja o Prawach Dzieci, Habitat Agenda,
Agenda 21 czy „A World Fit for Children”.

Nasuwa się pytanie – czy dzieci są zdolne do udziału w podejmowaniu ważnych decyzji dotyczących przestrzeni? Oczywiście partycypacja dzieci nie może wyglądać tak samo jako w przypadku ludzi dorosłych. Musi być dostosowana do wieku uczestników zarówno pod względem merytorycznym (zakres i szczegółowość dyskutowanego tematu) jak i narzędzi (forma warsztatów, dobór zdjęć w prezentacjach, praca na makietach). Warto jednak poszukać takiej formy, która będzie atrakcyjna dla najmłodszych, a jednocześnie efektywna. Działania tego typu doskonale  rozwijają u dzieci kompetencje społeczne, ułatwiające późniejsze funkcjonowanie w społeczeństwie. Dopuszczenie dziecka do uczestnictwa w działaniach społecznych różnego typu jest ważnym elementem wychowania:

„To nierealne oczekiwać od dzieci, że nagle staną się odpowiedzialnymi obywatelami, uczestniczącymi w życiu społeczeństwa w wieku 16, 18 czy 21 lat bez uprzedniego rozwijania umiejętności i poczucia odpowiedzialności”

R. A. Hart „Children’s participation. From tokenism to citizenship”, Unicef 1992

Kilka podstawowych pytań

„Jaki jest Wasz wymarzony plac zabaw?” – to najgorsze pytanie, jakie można zadać organizując warsztaty partycypacyjne. Chyba, że celem jest zaliczenie spotkania, bo to dobrze wygląda w prasie lub ktoś (np. grantodawca) tego wymaga. Jak w takim razie pytać? I jak słuchać? Przygotowując się do przeprowadzenia warsztatów z udziałem dzieci warto zadać sobie kilka podstawowych pytań.

Jak pytać?

Przychodzi architekt do przedszkola… Dostał zadanie zaprojektowania ogrodu przedszkolnego i chce zebrać opinie jego przyszłych użytkowników. Spotyka się więc z przedszkolakami i zadaje im pytanie: “Jak powinien wyglądać Wasz wymarzony plac zabaw?”. Co usłyszy? Na 99% procent dzieci w odpowiedzi na tak zadane pytanie wymienią listę standardowych urządzeń, które znajdują się na większości placów zabaw. Może dołożą do tego trampolinę. Pierwszy problem polega na tym, że dzieci już od najmłodszych lat mają bardzo ograniczone wyobrażenie tego, jak plac zabaw powinien wyglądać. Po prostu opisują to co znają. Drugi problem to pytanie o wygląd. Poza kilkoma przymiotnikami (np. drewniany, kolorowy) w odpowiedzi pojawią się głównie rzeczowniki – lista urządzeń. Dlaczego jest to problem? Z dwóch powodów. Po pierwsze projektowanie nie polega na zestawianiu konkretnych zabawek, a na tworzeniu miejsca do zabawy. Tak naprawdę dobór urządzeń to jedna z końcowych kwestii. Po drugie – dzieci i dorośli, którzy nie zajmują się projektowaniem przestrzeni mają problem  z oceną chłonności miejsca, a to oznacza, że lista proponowanych urządzeń będzie o wiele dłuższa, niż może być w odniesieniu do konkretnego miejsca.

JAK PYTAĆ? Najlepiej NIE WPROST i zachęcając do udzielania odpowiedzi przy użyciu różnych środków wyrazu.
(Więcej wskazówek w e-booku).

O co pytać?

Jednym z podstawowych błędów popełnianych podczas warsztatów partycypacyjnych jest próba oddania uczestnikom kompetencji architektów. Mieszkańcy osiedla spotykają się przez kilka tygodni, gdzie pod okiem architekta PROJEKTUJĄ pobliski park. Czy tak to powinno wyglądać? Czy ktoś bez odpowiedniego przygotowania, wieloletnich studiów, doświadczenia, wiedzy i umiejętności będzie potrafił zaprojektować park? Jeśli tak – po co nam architekci? Partycypacja to spotkanie równorzędnych partnerów, którzy nie “wchodzą z butami” w swoje kompetencje, a wzajemnie się uzupełniają. Żaden architekt z kolei nie zdobędzie takiej wiedzy o miejscu, które projektuje jak mieszkańcy. Nie będzie wiedział, którędy dzieci chodzą do szkoły, gdzie wyprowadza się psy, a gdzie przesiadują okoliczne lumpy. Tylko pani Krysia spod 6-tki będzie wiedziała kiedy, kto, z kim i dlaczego. Tylko dzieci będą wiedziały, dlaczego dziura w płocie musi zostać, ale za to nowo wybudowany zestaw wspinaczkowy w zasadzie można usunąć. I o to właśnie warto pytać.

O CO PYTAĆ? O to, w jaki sposób dane miejsce działa teraz, o to, co jest w nim wyjątkowego i wartego
wykorzystania, o potrzeby przyszłych użytkowników.

Jak rozmawiać?

Sposób komunikacji między architektem, a uczestnikami warsztatów musi być dostosowany do okoliczności. Inaczej będziemy rozmawiać z dziećmi, inaczej z dorosłymi, ale to nie znaczy, że dzieci tylko rysują, a dorośli dyskutują. W każdej grupie wiekowej świetnie sprawdzi się makieta czy “ćwiczenie białej kartki” Oskara Hansena. Dorośli faktycznie reagują oporem przed rysowaniem, ale nie należy tej formy nadużywać również przy dzieciach. Z drugiej strony – dorosłym potrzeba kilku dziecięcych zabaw, aby rozruszać szare komórki. Tak naprawdę dobór formy zależy od prowadzącego. To on musi się dobrze czuć w danej technice. I oczywiście musi uwzględniać, jakie ma warunki. Swoje pomysły można przedstawić przy pomocy wielkoformatowych obrazów, teatru cieni czy pantomimy. Albo wierszy.

Ważne, by wytrącić uczestników z torów standardowego myślenia.

Kiedy?

Kiedy jest najlepszy czas na partycypację? Zawsze. Idealna sytuacja to taka, w której przyszli użytkownicy terenu biorą udział w jego projektowaniu na różnych etapach – analizując teren, opowiadając o swoich potrzebach, wybierając temat przewodni, opiniując koncepcję, dopracowując szczegóły oraz… wspólnie realizując jakąś część projektu (np. wyplatając wiklinowe szałasy czy sadząc rośliny). Nie zawsze jednak takie rozwiązanie jest możliwe. Generalna zasada jest taka – niezależnie od tego, na jakim etapie zapraszamy ludzi do dyskusji, należy uczciwie o tym powiedzieć. Czasami zdarza się, że mieszkańcy są zaproszeni, wypytywani o pomysły, gdy tymczasem projekt jest już gotowy, a spotkanie ma charakter czysto formalny (bo partycypacja jest wymagana np. przez grantodawcę). To brak szacunku. Można po prostu powiedzieć: “Mamy taki i taki pomysł, tu będzie to i to, budowa potrwa rok, przepraszamy za utrudnienia”. I tak też jest w porządku.

KIEDY więc organizować spotkania z przyszłymi użytkownikami projektowanego terenu? Kiedy tylko się da.

Po co?

To pytanie należałoby zadać na początku. Dlaczego, tak naprawdę, chcemy się spotkać z mieszkańcami. Z naszej wewnętrznej potrzeby? Z przekonania, że będzie to budujące i wartościowe doświadczenie? A może jest to wymóg formalny, niezbędny punkt do rozliczenia projektu grantowego? Albo wymóg “góry” – dyrekcji, wójta? Czy naprawdę jesteśmy gotowi na wysłuchanie innych ludzi? Czy będziemy potrafili pogodzić różne interesy i potrzeby? Czy będziemy potrafili zrezygnować z naszych pomysłów, gdy okaże się, że ktoś ma lepsze? Bo jeśli nie – odpuśćmy sobie. Nie ma sensu.

Partycypacja społeczna to partnerskie (zakładające aktywny udział wszystkich stron) spotkanie projektanta, zamawiającego i przyszłych użytkowników wybranej (konkretnej) przestrzeni w formie pozwalającej na aktywny udział niezależnie od umiejętności, stopnia wiedzy i wieku.

Zdjęcie: Michał Rokita | pracownia k.

Rysunek w tle: Małgorzata Zając | bigdotillustrations