Naturalny plac zabaw. Próba definicji.

Nie istnieje definicja naturalnego placu zabaw, tak jak nie istnieje definicja placu zabaw (o czym pisałam w artykule „Plac zabaw. Co to takiego?”). Zacznijmy więc od tego, czym naturalny plac zabaw nie jest.

Natural playground?

Mam w biurze i na komputerze wiele katalogów producentów placów zabaw. Wiesz, takie z huśtawkami i zamkami, do wyboru w kilku opcjach, ale bez możliwości większych modyfikacji. Wśród nich jest jeden katalog amerykańskiej firmy. Niewiele różni się od pozostałych – bujaki, zjeżdżalnie, ścianki wspinaczkowe… Jednak znalazłam w nim dział, który nazywa się „natural playground”. Znajdziemy tam w zasadzie to samo, co w pozostałych działach, ale zamiast wieżyczki ze zjeżdżalnią mamy tu wielki pień, z otworem wewnątrz, a zamiast ścianki wspinaczkowej – skały. I to wszystko wykonane jest z… tworzywa sztucznego. Więc ustalmy – TO NIE JEST NATURALNY PLAC ZABAW!

W wersji hardcore i w wersji smooth

Naturalnym placem zabaw możemy nazwać teren, w którym dominuje przyroda, ale odrobinę ujarzmiona i uzupełniona o pewne elementy do zabawy. Przykładem takiego miejsca jest Dzikie Pole, czyli leśny, eksperymentalny plac zabaw, który tworzymy dla swoich dzieci.

Zupełnie innym przykładem jest plac zabaw na Prawdzie, koło Raciborowic. Pod wieloma względami przypomina tradycyjny plac zabaw – z huśtawkami, statkiem, bujakami, zjeżdżalnią. Ale znajdziesz tam również labirynt i szałasy z wikliny, tor wodny, krąg z głazów i kłody. Bujaki zrobione są z konara, a zjeżdżalnia wykorzystuje naturalne ukształtowanie terenu.

Naturalne place zabaw mieszczą się więc gdzieś pomiędzy jednym, a drugim przykładem. Jeśli mamy teren przyrodniczy, w który nie ingerujemy w żaden sposób, a tylko go ogradzamy i oznaczamy – będzie to NER. Jeśli zabraknie elementów naturalnych będzie to tradycyjny plac zabaw, nawet jeśli w całości zbudowany jest z naturalnych materiałów.

Przyroda jest zmienna

Heraklit z Efezu twierdził, że „jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana”. Ma to sens, bo przyroda zmienia się nieustannie, a przecież my jesteśmy jej częścią. Naturalny plac zabaw to nie tylko kwestia użytych materiałów czy doklejony szałas z wikliny. Według mnie słowem kluczem jest zmienność. W przeciwieństwie do standardowego placu zabaw to miejsce za każdym razem wygląda inaczej. Wiosną kwitną kwiaty, latem pojawiają się owoce, jesienią liście zmieniają kolor. W każdej porze roku zabawa wygląda nieco inaczej. Po zimie przychodzi kolejna wiosna i kolejna. Drzewa są coraz wyższe i rzucają cień tam, gdzie jeszcze jakiś czas temu było słońce. Krzewy rozrastają się, ale czasem też umierają i trzeba je wymienić, przyciąć, zastąpić czymś innym.

Wiele osób pyta o trwałość takich miejsc. Bo przecież szałas z wikliny nie wytrzyma tak długo jak stalowa konstrukcja do wspinania. Tylko pytanie czy musi. Dziś cieszy grupkę dzieci. Za rok i za dwa lata będzie wyglądać jeszcze lepiej, bo się rozrośnie, zazieleni. Ale za jakiś czas trzeba go będzie wymienić. I może dzieci, które wówczas będą korzystały z placu zabaw (bo przecież będą to już inne dzieci, a nawet jeśli te same to dużo starsze), nie będą potrzebowały szałasu tylko czegoś innego. Albo uznamy, że szałas lepiej sprawdzi się w innym miejscu, więc bez problemu posadzimy go tam, gdzie chcemy. Przeniesienie stalowej konstrukcji nie jest już takie proste.

Przestrzeń dzieci

Naturalny plac zabaw rządzi się prawami natury, ale jest to przede wszystkim miejsce, które służy dzieciom. Powinny więc mieć prawo decydować o tym, jak wygląda. I naturalny plac zabaw idealnie się temu poddaje. Wiklina, dereń czy leszczyna są genialnymi krzewami „patykogennymi”. Co roku mogą być przycinane – ścięte witki służą do
zaplatania płotków, tworzenia wianków, a grubsze patyki do budowy baz czy wielu innych zabaw. Łąka kwietna zostanie poprzecinana wydeptanymi ścieżkami.Drobne kamyki czy żwir, piasek, kora, ale też liście opadające z drzew, owoce z krzewów (oczywiście nietrujące) – to wszystko jest materiał do zabaw, który dzieci mogą wykorzystywać na różne sposoby.

I na co to wszystko?

A teraz chwila szczerości. Prawda jest taka, że dzieci nie potrzebują naturalnych placów zabaw. Dzieci potrzebują natury! Nie potrzebują linarium – potrzebują drzewa do wspinania. Potrzebują kłody do balansowania. Liści, kory i igliwia do dotykania i kamyków do manipulowania. To wszystko znajdziecie w lesie. Tak po prostu i za darmo.

Czy to oznacza, że projektowanie naturalnych placów zabaw nie ma sensu? Nie do końca.Do czego potrzebujemy takich miejsc opowiadałam w pierwszym odcinku podcastu Nieplac zabaw. Kto nie słuchał – zachęcam.

Zdjęcie: Anna Komorowska | pracownia k.