Plaça de Lesseps, Barcelona

lesseps

Ten plac zabaw odkryłam przez przypadek. Była druga w nocy, a my po 10 godzinach podróży. Wydawało się nam, że skoro samolot leci tylko dwie godziny to przecież dzieci dadzą radę (1,5 i 4,5). Nie uwzględniliśmy dojazdu na i z lotniska, odprawy, odbioru klucza z innej części miasta i poruszania się po nim w nocy, czyli bez metra. Michał z dziećmi i moimi rodzicami czekał pod drzwiami mieszkania, a ja odbierałam klucze. W końcu dotarłam w odpowiednią część miasta i biegłam szukając pozostałych. Gdy zadzwoniłam, aby ustalić którędy mam iść natrafiłam na cudowne miejsce. Nie opowiem Ci, jak bardzo wkurzyłam moją mamę przerywając jej objaśnianie trasy okrzykiem – Wow, ale tu jest świetny plac zabaw…

Jaka matka pójdzie na plac zabaw po zmroku!

Wróciliśmy tam następnego dnia, ale dopiero po całym dniu zwiedzania. Był luty, więc szybko robiło się ciemno (i niestety mam tylko nocne zdjęcia). Być może dlatego jedną z pierwszych rzeczy, na które zwróciłam uwagę, było oświetlenie. Wyglądało to tak, jakby ktoś wygiął stojącą obok latarnię, żeby dzieci mogły się dłużej bawić. Powód mojego zainteresowania lampami był jeszcze jeden. Dokładnie rok wcześniej zaczęliśmy projekt Archeologicznego Ogrodu Zabaw, co wiązało się z mnóstwem uzgodnień. Między innymi musieliśmy uzgodnić projekt oświetlenia w odpowiednim oddziale urzędu. Jego pracownik robił jednak wszystko, żeby nam ten projekt odrzucić. Najpierw wydał nam warunki dla sąsiedniej działki zamiast naszej, potem stwierdził, że konserwator w życiu się nie zgodzi na takie oprawy (zgodził się), a potem, że w zasadzie to powinno być po stronie innego wydziału. Gdy wszystkie argumenty zbijaliśmy w końcu palnął – „Ale po co robić oświetlenie na placu zabaw. Jaka matka pójdzie na plac zabaw nocą?“. Michał niewiele myśląc odpowiedział – „Matka może żadna, ale ojciec…“. Coś w tym jest, choć wiele koleżanek burzy się, gdy to opowiadam. Ale na placu zabaw w Barcelonie, po zmroku, spotkałam tylko tatusiów.
Na Archeologicznym Placu Zabaw do tej pory nie ma oświetlenia. Ale będzie.

Góra-dół

Oczywiście oświetlenie to nie jedyna warta uwagi cecha tego placu zabaw. Szczególnie spodobało nam się rozwiązanie różnicy poziomów. Plac zabaw mieści się na dwóch poziomach. Aby dostać się na górny poziom możemy wejść po szerokich schodach lub wdrapać się bezpośrednio po drewnianej ściance z uchwytami, linami i naciętymi kłodami. Można też wyjść dolnym wyjściem i dojechać alejkami wokół do górnego wejścia (to opcja dla wózków). W pełni więc wykorzystano ukształtowanie terenu.

Bo po za tym to całkiem zwyczajny plac zabaw. Z domkami do wspinania i zjeżdżania, w wersji dla dzieci starszych i młodszych, z kilkoma zabawkami piaskowymi (rura i korytko do spuszczania piasku, młynek). I chyba tyle.

Ukryty skarb

Franek zajął stanowisko pod szeroką, rodzinną huśtawką. Szukał skarbu. Twierdzi, że gdy był mały (!) to mieszkał w Barcelonie i gdzieś ukrył skarb, ale nie pamięta gdzie. Szukał go na wszystkich placach zabaw, przez cały tydzień. Nie pytałam czy znalazł. Jeśli będziesz na placu Lesseps to nie szukaj. Tam na pewno nie ma.

lesseps

lesseps

lesseps

Zdjęcia: Michał Rokita | pracownia k.