Speeleilanden, Amsterdam

Speeleilanden

Plac zabaw na jeziorze. Nie przy jeziorze, NA JEZIORZE. W Amsterdamskim Lesie (Amsterdamse Bos).

Trzy dzikie, zarośnięte wyspy zostały oddane do użytku dzieciom. Połączone sa systemem mostków i miniparkiem linowym. Ale najlepsza zabawa polega na tym, żeby na owe wyspy się dostać. Są trzy drogi na wyspę i cztery z wyspy.

Pierwsza możliwość to ścieżka zrobiona z konarów. Ścieżka znajduje się około metra nad wodą. Do trzymania służy cienka lina. Teoretycznie, bo jak byliśmy na miejscu liny nie było. Ta droga odpada.

Drugi sposób do coś w rodzaju mostu pontonowego. Składa się z kilku mniejszych części, każda wielkości palety. Kładka buja się na wszystkie strony rozchlapując wodę, głównie na przechodzącego. O tej porze roku (był sierpień, czyli 15 stopni) – odpada.

Trzeci sposób to tratwa. Jest taki sprytny sposób na tratwy na placach zabaw (tak, tak, tratwy na placach zabaw to żaden fenomen, niektóre firmy mają je normalnie w katalogach) – od brzegu do brzegu rozpięte są liny. Przeciągnięte są przez metalowe obręcze przymocowane do tratwy. Dzięki temu tratwa nie odpłynie, zawsze porusza się wzdłuż lin, a żeby przeciągnąć ją (i się) na drugą stronę trzeba po prostu ciągnąć za tę linę. I super. Dostaliśmy się na wyspę. Ale problem polega na tym, że jeśli ktoś z wyspy będzie wracał na brzeg zabierze nam tratwę, a my zostaniemy na wyspie bez możliwości jej „przywołania”. Woleliśmy nie ryzykować i dość szybko zawróciliśmy.

Gdyby było cieplej, gdybyśmy mieli kostium kąpielowy i odwagę – moglibyśmy wrócić czwartą drogą, czyli tyrolką. Ale patrząc jak zjeżdżają nią dzieci, zahaczając stopami o wodę, jestem pewna, że przy moim ciężarze to nie byłoby zahaczenie stopom, a pełna kąpiel innej części ciała. Darowałam sobie.

Jest jeszcze jeden fajny element, również dla młodszych dzieci – ścieżka zrobiona z konarów, pieńków i lin, również poprowadzona nad wodą, ale bardzo blisko brzegu.

Pamiętacie roller coastera firmy Carve? Ten naturalny plac zabaw to również ich dzieło.

Zdjęcia: Michał Rokita | pracownia k.