Współczesne place zabaw są zbyt bezpieczne

zbyt bezpieczne

Co? Jak to zbyt bezpieczne? Ano tak. Wyobraź sobie dziecko, które uczy się jeździć na rowerze po nawierzchni syntetycznej. Jedzie, przewraca się, jedzie, przewraca się. Rewelacyjna sprawa. Nawierzchnia amortyzuje upadki, dziecko się nie zrani, nie zrazi. A potem zabieramy to dziecko na asfaltową ścieżkę. Dziecko się rozpędza. Ostrzegamy je – zwolnij, bo się przewrócisz. Beztrosko odpowiada – to się przewrócę.

Wyeliminować niebezpieczeństwo czy ryzyko?

Plac zabaw to miejsce, gdzie dziecko nabywa wielu umiejętności. Ćwiczy sprawność fizyczną wspinając się na drabinki (Zobacz mamo, jak jestem wysoko!), nawiązuje pierwsze kontakty w piaskownicy (To moja łopatka, nie pożyczę mu!) i uczy się rozwiązywać konflikty (No dobra, pożyczę Ci, ale Ty mi pożyczysz swoją koparkę). Powinno być to również miejsce, gdzie dziecko rozwija wyobraźnię i buduje poczucie własnej wartości. I uczy się oceniać ryzyko!

Współczesny świat to nie jest najlepsze miejsce, jakie mogliśmy ufundować naszym dzieciom. Pod wieloma względami jest nieprzyjazne i niebezpieczne. Uczymy dzieci rozglądać się zanim wejdą na ulicę i wielu innych zachowań, które mają zapobiec wypadkowi. Powinniśmy również dać im szansę nauczyć się jak biegać, wspinać się i jak upadać bezpieczne. I świetnym miejscem do nauki jest plac zabaw. Pod warunkiem, że jego projektanci zostawili dzieciom odrobinę niezbędnego ryzyka.

Norma bezpieczeństwa

Ale, ale – powiesz zaraz, że przecież plac zabaw musi być bezpieczny. Że nawet gdybyśmy chcieli stworzyć dla dzieci przestrzeń pełną wyzwań to się nie da, bo jest norma bezpieczeństwa. Coś Ci zacytuję:

Ryzyko jest podstawową cechą zabawy i wszystkich miejsc, w których dzieci bawią się legalnie. Celem placów zabaw jest dostarczenie dzieciom sposobności do zabawy o akceptowalnym ryzyku, które są elementem pobudzającego, związanego ze współzawodnictwem i kontrolowanego nauczania otoczenia. Zaleca się, aby oferowane zabawy zachowywały równowagę między potrzebą zapewnienia ryzyka a koniecznością uchronienia dzieci przed poważnymi urazami.

To jest fragment wprowadzenia do normy PN-EN 1176-1, czyli tej, o której wszyscy mówią, gdy chodzi o bezpieczeństwo na placach zabaw. Tak, autorzy normy apelują, aby zapewnić dzieciom odpowiednią dawkę ryzyka! Czytajmy dalej:

Biorąc pod uwagę cechy zabawy dziecięcej oraz korzyści jakie odnoszą dzieci dla swojego rozwoju z zabawy na placu zabaw, dzieci muszą podjąć ryzyko, a to może prowadzić do uderzenia się, stłuczenia i nawet sporadycznie do złamania ręki lub nogi. Celem niniejszej normy jest przede wszystkim zapobiegania wypadkom, które skutkują niepełnosprawnością (inwalidztwem) lub przykrymi konsekwencjami oraz zmniejszenie groźnych skutków spowodowanych przypadkowymi nieszczęśliwymi zdarzeniami, które nieuchronnie pojawiają się w dziecięcych gonitwach, poszerzając jednak ich poziom umiejętności społecznych, intelektualnych lub fizycznych.

I jeszcze jeden cytat, tym razem z „Bezpieczny plac zabaw. Poradnik dla administratorów i właścicieli” (przy okazji bardzo polecam):

Pamiętajmy, więc że place zabaw powinny być tak bezpieczne jak to niezbędne, ale nie tak bezpieczne jak to możliwe.

Strach nasz wszechobecny

Tim Gill w swojej książce „No Fear. Growing up in a risk averse society” obserwuje rosnącą awersję do jakiegokolwiek ryzyka. Żyjemy w „kulturze strachu” i dotyczy to wielu dziedzin. Rodzice są ataktowani doniesieniami o przestępstwach, których ofiarami są dzieci. Jest ich tak wiele, że wydaje się, że świat stał się bardziej niebezpieczny niż kiedykolwiek. Tymczasem statystyki pokazują, że jest dokładnie na odwrót. Zmienił się tylko zasięg tych wiadomości – dziś docierają do nas wieści z całego świata, a także sposób ich podawania – w gazetach i w Internecie rządzą clickbait’owe nagłówki, które niewiele mają wspólnego z prawdą.

W dzieciach podsyca się strach przed obcymi, mimo iż na jedno dziecko zamordowane przez osobę obcą przypada 14 zabitych przez osoby, które znały. Podobnie jest w przypadku porwań i molestowania seksualnego.

Obawami napawa nas również Internet. Próbujemy ochronić dzieci przed całym złem, który się w nim kryje, zapominając, że jest to też miejsce, gdzie dzieci (podobnie jak my) nawiązują i utrzymują kontakty, poszukują, eksperymentują, uczą się i bawią. Wszystkim, którzy uważają, że „elektronika” w rękach dziecka to samo zło polecam 18. odcinek podcastu Godmother. Prawda jest taka, że każde nowe medium uważane było za zagrożenie – począwszy od pisma (tak, umiejętność czytania była postrzegana jako zagrożenie dla pamięci!), przez radio, telewizję, a kończąc… na tym co przyniesie przyszłość.

Gumowa poduszka

Ale wracając do placów zabaw – Tim Gill przywołuje statystyki, z których wynika, że wprowadzenie gumowej nawierzchni na place zabaw podniosło poziom bezpieczeństwa o… 0,2%. Biorąc pod uwagę, że koszt nawierzchni syntetycznej może wynieść nawet 40% kosztów całej inwestycji, przeliczono, że w Wielkiej Brytanii w ciągu dekady wydano na nią 200-300 milionów funtów. Według podanych wcześniej statystyk ten zakup mógł ocalić 1-2 dzieci przed śmiertelnymi wypadkami. W tym samym okresie 1300 dzieci zginęło, a 40.000 zostało poważnie rannych w wypadkach samochodowych (mowa o dzieciach, które poruszały się pieszo w pobliżu swoich domów). Czy te same pieniądze przeznaczone na poprawę ruchu drogowego lub budowę większej liczby placów zabaw, tak aby dzieci nie musiały przechodzić przez wiele ulic nie przyniosłoby lepszych rezultatów?

Co więcej, istnieją hipotezy, że place zabaw wyłożone nawierzchnią syntetyczną są mniej bezpieczne, ponieważ dzieci nie czując zagrożenia nie przykładają wystarczającej uwagi do czynności, które wykonują, np. podczas wspinaczki.

Skutki kultury strachu

Czy to dziwne, że boimy się o nasze dzieci? Czy to źle, że staramy się je chronić? Oczywiście, że nie, ale.wychowywując je w kulturze strachu pokazujemy, że nie mamy zaufania do ich możliwości, że są małymi, nieporadnymi stworzonkami, które tylko my, dorośli możemy pokierować. Jaką lekcję może wynieść z tego dziecko? Nie umiem wejść na to drzewo, jestem za mały, żeby pójść sam do sklepu, poczekam aż mama zdecyduje jak mam się ubrać (przeziębienie to przecież kolejne zagrożenie). Atmosfera strachu zamyka dzieci w szkołach, bo nauczyciele boją się podjąć ryzyka zorganizowania wycieczki, czy chociażby wyjścia na podwórko. W wielu brytyjskich szkołach (nie wspomniając o amerykańskich) dzieci nie mogą bawić w berka, bo uznaje się to za zbyt niebezpieczne. Strach zamyka też dzieci na innych ludzi. Skoro sąsiad wydaje się potencjalnym zagrożeniem, tym bardziej będzie nim uchodźca.

We współczesnym świecie istnieje wiele realnych zagrożeń, jak chociażby wspomniany wcześniej ruch drogowy. Dlaczego więc nie zajmujemy się tym w pierwszej kolejności? Trudno nam sobie wyobrazić miasta bez samochodów, bo to by nas za bardzo ograniczało. Dlatego ograniczamy tych, którzy nie mogą zaprotestować.

Artykuł powstał w oparciu o książkę „No Fear. Grownig up in a risk averse society” Tima Gilla.

Zdjęcie: Katarzyna M. Jakubowska